Strony

Witaj!

ItaSaku – krótka, składająca się z sześciu rozdziałów, historia dzieje się w czasach Drugiej Wielkiej Wojny Shinobi. Opowieść jest całkowicie niekanoniczna, jednak wszystkie postacie występują w kanonie Naruto.

Historia nie jest romantyczna, ale ma swój klimat. W końcu wojna i miłość są sobie bliskie.

Zapraszam do zapoznania się z tematyką oraz szczere opinie. Mam ogromną nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.

Blog zakończony 02 czerwca 2018.


Łączna liczba wyświetleń

2 czerwca 2018

06. Hontō no Yume: „Moje prawidziwe marzenie" + Epilog

            Walka trwała od wielu godzin. Mimo pomocy Minato i shinobi Liścia, wrogie siły atakowały zaciekle, nie przestając zabijać. Byliśmy wymęczeni, lecz doskonale wiedzieliśmy, że to właśnie ten dzień, w którym zakończymy wojnę. To było pewne.
           –– Sakura, wszystko w porządku? –– Naruto podbiegł do mnie widząc jak opieram się kolanami o mokrą, umazaną w krwi ziemię. Oddychałam ciężko trzymając się za serce. Wiedziałam, że dzisiejszy dzień będzie inny. Czułam to całą sobą.
            ––  Mną się nie przejmuj, poradzę sobie –– zapewniłam łapiąc przyjaciela za bark, gdy ten chciał pomóc mi wstać.
            –– Kiepsko wyglądasz, powinnaś odpocząć –– zrugał mnie wpatrując się w moje oczy. Po raz pierwszy dostrzegłam w nim tą powagę i odpowiedzialność, która na co dzień nie gościła na jego twarzy. Napawał mnie dumą.
            –– Naruto... Będzie dobrze. Czuję to –– powiedziałam mu szczerze, na co chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha przyznając mi rację.
            Wróciliśmy do walk, a ja w tłumie chciałam dostrzec Itachiego. Szukałam go wzrokiem, jednak nigdzie nie mogłam odnaleźć czarnowłosego. Wiedziałam, że muszę to zrobić. Potrzebowałam jego widoku,  by móc utwierdzić się z przekonaniu, że to już koniec. Koniec wojny i powrót do normalności. Mojej normalności, która różni się od wszystkich. Koniec oznaczał nowy początek, próbę połączenia wiosek i krajów, które od lat toczą ze sobą konflikty.
            Z rozmyślań wyrwał mnie męski głos należący do osoby, którą tak bardzo chciałam zobaczyć. Itachi stanął obok mnie, a jego twarz umorusana była w krwi. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego jak wiele cierpienia i śmierci musimy ponieść, by móc dążyć do zgody. Jak wiele musimy poświęcić, by żyć tak jak chcemy.
            –– Szukałam cię... –– Złapałam go za ramiona przyglądając się jego twarzy. Wpatrywał się we mnie intensywnie, kładąc powoli opuszki swoich palców na moim policzku.
            –– Jestem tutaj –– szepnął nie odwracając ode mnie wzroku.
            –– Uda nam się, przeczuwam to. –– Itachi posłał mi uśmiech słysząc moje słowa. Skinął delikatnie głową na zgodę po czym oboje ponownie rzuciliśmy się w wir walki, która rozgrywała się na skrajach Amegakure. Deszcz potęgował obraz śmierci, która rozgrywała się na polu przed nami.
            Pokonywałam kolejnych atakujący ninja, mając już dość widoku krwi. Nie do końca potrafiłam zrozumieć, dlaczego w dzień sądu ostatecznego jestem tak.. rozemocjonowana. Wydarzenia zdawały się mieć podwójną wartość, a na widok bliskich osób moje serce wypełniał strach o ich życie. Przecież doskonale wiedziałam, że jesteśmy silni. Praktycznie niezwyciężeni. Jednak coś nie dawało mi spokoju. Przeczuwałam, że coś się wydarzy.
            Odwróciłam głowę w lewo i wtedy to zobaczyłam. Dojrzałam jak sam Takenao Konoe, przywódca Wioski Ukrytej w Trawie, wbija swój miecz prosto w Yahiko. Krzyknęłam zrozpaczona i w kilka sekund pojawiłam się przed mężczyzną i podcięłam mu gardło trzymając w dłoni jeden z czarnych odbiorników.
            –– Yahiko, wszystko będzie dobrze, obiecuję. –– Pochyliłam się nad ciałem pomarańczowowłosego, któremu stróżka krwi pociekła z ust. Patrzył na mnie uśmiechając się ciepło, a na moich policzkach pojawiły się gorzkie łzy.
            –– Sakura.. Los zdecydował, że to nie ja zobaczę zmianę tego świata, ale mam nadzieję.. nadzieję, że wraz z Nagato i Konan dokonacie tego, czego ja nie potrafiłem.. –– wyszeptał po czym kaszlnął srodze wypluwając na moją twarz sporą ilość krwi. Próbowałam zatamować ranę, jednak była zbyt rozległa jak na moje możliwości. Byłam przegrana.
            –– Nie możesz nas zostawić, słyszysz? –– jąkałam między łzami dotykając zakrawioną dłonią policzka mojego brata. –– To wszystko jest dla ciebie. To twoje plany i marzenia, do których razem dążymy..  Marzenia.. w których musisz być obecny, bracie.. –– schyliłam się w stronę mężczyzny słysząc w oddali krzyk Konan.
            –– Jestem z ciebie naprawdę dumny, mała siostrzyczko.. –– Uśmiechnął się ciepło, a ja poczułam kolejną falę bólu. –– Konan.. moja najukochańsza.. –– Yahiko spojrzał na niebieskowłosom, która klęknęła obok mnie przerażona wpatrując się w pomarańczowowłosego. –– Bądź dzielna i silna. Tak jak zawsze.. –– dodał, a jego zamglony wzrok powoli zaczął znikać. Zamknął powieki i nawet nawoływania Konan nie mogły ich otworzyć.
            Wstałam spoglądając w niebo, a krople deszczu obywały moją twarz z krwi i brudu dzisiejszego dnia. Nie chciałam, nie mogłam uwierzyć, że będąc tak blisko celu, los zabrał mi brata. Zabrał mi brata, który zaciekle walczył o lepsze życie dla nas i dla mieszkańców Ame. Moje ciało przeszywała pustka, pomieszana z bólem i utratą. Tak dobrze mi znaną utratą, jednak tak bardzo różniącą się od wszystkich innych. Ta była gorsza. Ta była całkowicie świadoma i prawdziwa. Najprawdziwsza. Zwróciłam głowę w stronę martwego ciała brata dopiero, gdy poczułam znajomą czakrę Nagato. Jedną dłonią trzymał Konan za rękę, a drugą ułożył na czole Yahiko. Widziałam w jego oczach tak ogromne pokłady cierpienia, aż serce stanęło mi na moment. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Nigdy.
            Plac boju już prawie opustoszał. W oddali widać było tylko martwe ciała oraz ostatnie bitwy rozgrywające się między shinobi Liścia a shinobi Dźwięku. Nikt nie był świadomy tragedii jaka zrodziła się w naszym sercu. Wojna chyliła się ku końcowi kładąc szalę zwycięstwa po naszej stronie, więc dlaczego czułam się przegrana? Czułam, że wszystko o co walczyliśmy było nonsensem, a przecież uratowaliśmy wioskę. Uratowaliśmy ludzi. Razem dokonaliśmy niemożliwego.
            Niemożliwe nie istnieje.
            Yahiko zawsze to powtarzał. Powtarzał, że musimy być krok przed samym sobą, by móc pomóc innym. Powtarzał, że los jest z góry wypisany dla każdego i to tylko nasza decyzja w jakim kierunku go ukształtujemy. Spojrzałam na swoje dłonie, przeraźliwie wychudzone przez ogrom energii, którą dzisiaj użyłam i wtedy to zrozumiałam.
            Zrozumiałam, że skoro każdy z nas sam kształtuje swój los to jest właśnie ta pora, bym ukształtowała swój. Ponownie przyjrzałam się martwym ciałom ninja, którzy ponieśli śmierć w imię niczego.  Pozostawiali swoje rodziny, dom i przyjaciół tylko po to, by zadowolić swojego władcę. Jaki sens jest w tym życiu?
            Spojrzałam na Naruto, który pomagał Hinacie trzymając ją kurczowo, by nie upadła. Widziałam szczęście w ich oczach oraz ogrom niepohamowanej miłości. Obok stał sam Czwarty Hokage, Minato, który wpatrywał się smutno w ciało mojego brata oraz chwilę później przyniesione martwe ciało Nejiego Hyūgi. Dostrzegłam moją rodzinę, Ataksuki. Każdy z nich na swój sposób przeżywał śmierć naszego lidera, opiekuna i przyjaciela. Na samym końcu mój wzrok spoczął na karych tęczówkach mężczyzny, który bacznie mnie obserwował. Obserwował równocześnie czytając z moich oczu wszystkie emocje, a także zamiary, które miały zaraz ujrzeć światło dzienne.
            Sasuke stojący obok Itachiego spoglądał na mnie, by zaraz potem przenieść swój wzrok na brata. Krótkowłosy zdawał sobie sprawę, że zbliża się coś na co żadne z nas nie ma wpływu. Coś, co zmieni bieg historii i postrzeganie wojny. Miałam nadzieję, że mogę mu zaufać, bo to właśnie Sasuke chciałabym powierzyć opiekę nad starszym bratem. W oczach Itachiego mogłam dostrzec wszystko. Po raz pierwszy nie zakrywała go tajemniczość, pozwolił mi spojrzeć w głąb samego siebie. Chłonęłam ten widok niczym spragniony potrzebujący wody. Tak bardzo chciałam, by ta chwila trwała wiecznie.
            –– Sakura.. –– Przechyliłam głowę na dźwięk głosu Nagato i spojrzałam na niego gromadząc w sobie niewykorzystany pokład czakry drzemiący w moim ciele. –– Nie, nie.. –– szepnął przerażony czując moją nagromadzoną energię i wpatrywał się przerażony w moje poczynania.
            –– Mój brat pragnął pokoju –– zaczęłam, wdrapując się na skałę tak, by wszyscy mnie widzieli. –– Pragnął, by świat shinobi, tak różnorodny, potrafił ze sobą współpracować i pomagać sobie nawzajem. Zawsze widziałam, że Yahiko będzie tym, o którym będą mówiły wszystkie kraje tego świata. Będzie zbawcą i jestem przekonana, że tak właśnie będzie. Któż inny mógłby tak poświęcić się ludziom? Któż inny mógłby przekonać nas do swojej wizji świata, która tak mocno nas zafascynowała, że to właśnie dla niej gotowi jesteśmy umrzeć.. –– mówiłam i jedyne co słyszałam do deszcz spadający z ciemnych chmur. –– Zawsze wytrwale podążałam za moim bratem tak naprawdę nie wiedząc dlaczego. Wizja świata jaką przedstawiał byłą kusząca, jednak.. tak trudna do stworzenia. Miotałam się między sprzecznymi uczuciami.. Między tym co powinnam a tym co chcę. Teraz już wiem, że między tym co powinnam a chcę jest bardzo cienka granica. Granica, którą chciał ukazać mi Yahiko i która wbrew pozorom jest banalnie prosta do przekroczenia. Dla mnie to linia życia, dlatego..
            –– Nie możesz..! –– warknął Nagato przestając panować nad swoimi emocjami.
            –– Chcę –– odparłam szczerze, a na twarzy czerwonowłosego pojawiły się pojedyncze łzy. –– Gedō – Rinne Tensei no Jutsu –– wypowiedziałam po czym zapanowała światłość.
            Prawdziwa światłość.


EPILOG
           
            Stałem na wzgórzu przypatrując się wiosce Liścia oraz wschodowi słońca jaki jej dzisiaj towarzyszył. Promienie słońca oświetlały moją twarz, jednak nie odczuwałem ciepła rozpraszającego się po moim ciele. Czułem chłód i pustkę. Gdy słońce znajdowało się już wysoko w zenicie, ruszyłem poza mury rodzinnej wioski i udałem się do miejsca, w którym czułem się wolny. Od wojny na obrzeżach Amegakure minęły dwa lata. W tym czasie udało nam się pozbyć Danzō Shimury oraz jego popleczników Korzenia. Czwarty Hokage zdecydował się na ryzykowny krok, który uratował nas od zamachu stanu. Od wszystkiego czego tak bardzo obawiał się mój najlepszy przyjaciel Shisui. Głęboko wierzyłem, że jest dumny i szczęśliwy z rozwoju tych wydarzeń.
            Moja podróż trwała kilka dni oraz nocy, całkowicie bez odpoczynku. Dzień, który nadszedł wraz z końcem mojej podróży do Amegakure, był wyjątkowy. Przeszedłem przez bramę wioski taksując spojrzeniem otaczający mnie świat oraz rozwój jaki przynosiła wioska przez ostatnie lata. Szczęśliwe rodziny spacerowały po zaludnionych uliczkach, a handlarze sprzedawali swoje dobra bez charakterystycznej podejrzliwości i wrogości. Ten widok utwierdzał w przekonaniu, że zmiana jest dobra. Wiara jest kluczem do sukcesu.
            Skierowałem swoje kroki na południową część wioski, gdzie między ogrodami stała kopuła, stworzona z origami. Skradała całą swoją prezencją widok i chwytała za serce. Podszedłem bliżej przyglądając się kopule, by po chwili wejść do środka. We wnętrzu rosły dwa, wysokie drzewa wiśni, a na środku znajdował się ołtarzyk, cały skąpany w słońcu. Przejechałem dłonią po marmurowej pokrywie grobowca i przymknąłem oczy wodząc palcami po zimnym marmurze. Jednak ku uciesze nie odczuwałem tego chłodu. Ciepłe promienie słoneczne wpadające przez otwór w kolumnie dawały mi poczucie wręcz gorąca, które paliło moje ciało. Było to miejsce, w którym pozwalałem się zapomnieć i które znaczyło dla mnie o wiele więcej niż bym chciał.
           –– Dobrze cię widzieć, Itachi –– usłyszałem męski głos zza pleców momentalnie rozpoznając przybysza.
            –– Dobrze tutaj być, Nagato –– powiedziałem szczerze i przeniosłem wzrok na rozmówcę. –– Gdyby tu była.. byłaby zachwycona –– dodałem, by ponownie utkwić wzrok w marmurowym grobowcu.
            –– Ona z nami jest, Itachi. Tutaj. –– Nagato dotknął lewej piersi, gdzie znajdowało się serce, co mogłem dostrzec kątem oka. Uśmiechnąłem się lekko i poczułem ukłucie tęsknoty, które opanowywało moje ciało.
            Niezliczoną ilość razy wracałem do tamtego dnia, dnia który okazał się końcem pewnego etapu. Dzień ostateczny okazał się dniem, który zmienił bieg wydarzeń, a także zmienił poglądy wielu shinobi.
           
            Oślepiło mnie jaskrawe światło, które w ułamku kilku sekund dało mi poczucie wewnętrznego ciepła. Nie czułem bólu, nie czułem złości, było tylko ciepło. Ciepło i światłość. Dopiero po kilku minutach uświadomiłem sobie gdzie jestem i co się dzieje. Światłość zaczęła znikać, a ja dostrzegłem zastygłe w szoku twarze spoglądające na obraz dookoła nas. Wyglądało to jakby anioł zstąpił z nieba i po kolei ożywiał dusze poległych wojowników. Shinobi po kolei wstawali sami nie do końca rozumiejąc co właśnie się dzieje. Również tego nie rozumiałem, jednak przeczuwałem najgorsze. Zdawałem sobie sprawę kto jest odpowiedzialny za.. życie.
            Mój wzrok spoczął na bracie, który jeszcze parę minut temu krwawił obficie, lecz teraz z jego ramienia nie ulewała się szkarłatna ciecz. Sasuke był uleczony. Jednak to nie to było największym odkryciem. Największym odkryciem było niebo.
            Niebo, jasne i przejrzyste, ukazujące ogromną kulę słoneczną, która raziła swoim blaskiem każdego, kto dłużej niż to możliwe wpatrywał się w jej jasność. Promienie padały na zmęczone twarze zgromadzonych, promienie, które dawały nadzieję. Nadzieję na nowy początek.
            Siłę tego wydarzenia pojąłem dopiero gdy spojrzałem jak Yahiko, lider Akatsuki wstaje, a na jego twarzy nie widać błogiego spokoju. Widać ból straty. Wtedy to dostrzegłem. Dostrzegłem jak garstka ludzi gromadzi się wokół wychudzonego, iście małego i całkowicie wręcz poranionego ciała leżącego nieopodal skały.
            Tłum rozstąpił się, a nogi automatycznie poniosły mnie do miejsca, w którym leżała ona. Stanąłem nad nią razem z Yahiko, obok błyskawicznie pojawił się Nagato, Konan oraz Naruto, którego jasnoniebieskie oczy nie dowierzały w obraz ukazujący się przed jego obliczem.
            – Yahiko, patrz.. – szepnęła ledwie dosłyszalnie patrząc w górę. Na jej sinych ustach błąkał się uśmiech, gdy wpatrywała się szczęśliwa w bezchmurne niebo i gdy z jej kącika oka spadła łza. Pomarańczowowłosy pogładził ją po jej siwych już włosach, odnalazł jej dłoń i pocałował knykcie. – Spełniło się nasze marzenie – dodała zaciągając się powietrzem i chłonąc promienie słoneczne padające na jej twarz.
            – To twoja zasługa, Sakura.. – Nagato posłał jej uśmiech, który szybko zmienił się w grymas bólu, gdy czerwonowłosy zobaczył jak zielonooka pluje krwią.
            – Musicie mi coś obiecać.. – Spojrzała na Naruto oraz jego łzy uśmiechając się słabo. – Naruto, wierzę, że jesteś tą osobą, która pomoże mojej rodzinie w zaprowadzeniu pokoju. Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie przełomem, który ukaże, że tak naprawdę.. wszyscy jesteśmy tacy sami. Jest w nas tyle samo dobra co zła… I to tylko nasz wybór, w którą stronę pójdziemy.. – Przymknęła oczy, by po chwili utkwić swój wzrok na mnie. Mangekyō Sharingan nie chciał opuścić moich oczu. Cierpienie jakie przeżywałem, spazmy bólu jakie temu towarzyszyły odciskały w moim sercu piętno, którego wiedziałem, że nigdy się nie pozbędę. – Opowiem wszystko Shisuiemu. I mistrzowi Jiraiyi. Będą zachwyceni – szepnęła posyłając mi spojrzenie pełne optymizmu, szczęścia i miłości. Szczerej i prawdziwej miłości.
            Gdy powieki dziewczyny przymknęły się, cały świat jakby się zatrzymał w miejscu. Moje serce krwawiło, a jedyne lekarstwo, które mogło to powstrzymać.. Leżało martwe w ramionach swoich braci. Odwróciłem wzrok nie mogąc dłużej patrzeć na jej martwe ciało i błagałem w myślach, by zabrała mnie ze sobą. Zabrała tam gdzie jest również Shisui. Poczułem na ramieniu dłoń brata, który pokrzepiająco próbował mi dodać otuchy. Wtedy też zrozumiałem, że odchodząc z tego świata byłbym egoistom. Zrozumiałem, że jeszcze wiele muszę zrobić, by być godnym na odejście, tak jak zrobił to Shisui i tak jak zrobiła to Sakura. Wiedziałem, że mogę dołączyć do nich dopiero, gdy zrobię wszystko co z mojej mocy, by pomóc w stworzeniu świata, który cieszył się pokojem.
            Tylko jakże to uczynić skoro w moim sercu panuje chaos?

–– Jesteś pewny, że chcesz do nas dołączyć? –– zapytał mnie Yahiko stojący naprzeciwko. Za mną rozciągała się dość spora liczba osób, która przez ostatnie dwa lata dołączyła do Akatsuki.
–– Jestem pewny –– odpowiedziałem łapiąc za płaszcz, który podała mi niebieskowłosa Konan.
–– Itachi Uchiha, przyjmuję cię do organizacji Akatsuki, mającej na celu obronę zbudowanego pokoju, a także dążenie do tego, by wszystkie kraje świata żyły ze sobą w zgodzie –– wypowiedział na co wszyscy przytaknęli, a ja włożyłem na siebie czarny płaszcz w czerwone chmury.
Wiedziałem, że od dzisiejszego dnia moje życie się zmienni, ale miałem nadzieję, że po raz pierwszy w życiu poczuję prawdziwą wolność. Wolność.
           
Od Autorki: Koniec! Cieszę się niesamowicie, że udało mi się to doprowadzić do końca. Mam nadzieję, że parę osób z chęcią będzie wracało do tej historii. Zaskoczeni? Spodziewaliście się innego zakończenia? 
Chciałam też podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali w tej historii. Naprawdę, wielkie LOVENie lubię się rozpisywać, dlatego jeszcze raz dziękuję i zapraszam do przejrzenia moich innych historii.
Pozdrawiam